Temat they them po polsku wydaje się prosty tylko na pierwszy rzut oka: w angielskim to para zaimków, ale po polsku ich znaczenie zależy od funkcji w zdaniu, liczby oraz tego, czy mówimy o jednej osobie, czy o grupie. W praktyce chodzi więc nie tylko o tłumaczenie słów, lecz także o wybór najbardziej naturalnej formy po polsku. W tym artykule pokazuję, jak rozumieć tę różnicę, jak ją poprawnie przekładać i gdzie najłatwiej o błąd.
Najkrótsza odpowiedź brzmi: they to podmiot, them to dopełnienie
- They działa jak zaimek podmiotowy, a them jak dopełnieniowy.
- W angielskim they może oznaczać liczbę mnogą albo singular they, czyli jedną osobę bez wskazania płci.
- Po polsku nie ma jednego stałego odpowiednika, więc tłumaczenie zależy od kontekstu.
- Najczęściej pojawiają się rozwiązania typu oni/one, ich, nimi, nich, im albo konstrukcje z osoba.
- Przy osobach, które mają własne preferencje językowe, najlepiej kierować się tym, jak chcą być opisywane.
Dlaczego they i them pełnią różne role
W angielskim they jest zaimkiem podmiotowym, a them zaimkiem dopełnieniowym. To ta sama różnica, którą widać w parach typu he/him, she/her czy I/me. They stawia się przed czasownikiem, bo odpowiada na pytanie kto?; them pojawia się po czasowniku albo po przyimku, bo odpowiada raczej na pytanie kogo? komu? z kim?
Najprościej widać to w zdaniach:
- They are waiting. - oni/one czekają, albo: ta osoba czeka, jeśli chodzi o singular they.
- I saw them. - widziałem ich/je.
- I spoke to them. - rozmawiałem z nimi.
- This gift is for them. - ten prezent jest dla nich.
Warto zapamiętać jeszcze jedną rzecz: gdy they oznacza jedną osobę w sensie gender-neutral, angielski nadal zwykle łączy je z czasownikiem w liczbie mnogiej, czyli they are, a nie they is. To drobny szczegół, ale dla uczących się języka robi dużą różnicę. Właśnie dlatego po polsku trzeba patrzeć nie na samą formę słowa, tylko na jego funkcję w zdaniu. To prowadzi do pytania, jak te zaimki brzmią w naturalnym tłumaczeniu.

Jak to brzmi po polsku w praktyce
Po polsku nie tłumaczy się tych form jeden do jednego. Jedno angielskie them może rozpaść się na kilka polskich odpowiedników, bo polszczyzna mocno opiera się na przypadkach. Z kolei they bywa oddawane raz jako liczba mnoga, raz jako neutralna fraza z rzeczownikiem osoba, a czasem przez konstrukcję, która całkiem omija zaimek.
| Angielska forma | Rola w zdaniu | Naturalny polski odpowiednik | Przykład |
|---|---|---|---|
| they | podmiot | oni, one, ta osoba, osoba | They are ready. - Oni są gotowi. / Ta osoba jest gotowa. |
| them | dopełnienie po czasowniku | ich, je | I saw them. - Widziałem ich. |
| them | po przyimku z | nimi | I went with them. - Poszedłem z nimi. |
| them | po przyimkach do, dla, o | nich | This is for them. - To jest dla nich. |
| them | wartość celownikowa | im | I gave them the keys. - Dałem im klucze. |
Tu właśnie wychodzi najważniejsza praktyczna lekcja: w polskim jeden angielski zaimek nie ma zawsze jednego stałego odpowiednika. Czasem lepiej brzmi dosłowne ich, czasem nimi lub nich, a czasem naturalniejsze będzie po prostu przestawienie zdania i użycie rzeczownika, na przykład osoba. Jeśli tekst dotyczy konkretnej osoby, najbezpieczniej kierować się jej preferencją językową albo tak zbudować zdanie, by nie trzeba było zgadywać formy. Dzięki temu tłumaczenie nie brzmi szkolnie ani sztucznie. Skoro sama polszczyzna rozbija jedną formę na kilka opcji, warto przyjrzeć się temu, skąd bierze się ten problem.
Dlaczego w polskim nie ma jednego stałego odpowiednika
Angielskie they i them są wygodne, bo język angielski ma prosty system zaimków osobowych, a w dodatku singular they pozwala ominąć informację o płci. Polski działa inaczej. Mamy rodzaj gramatyczny, odmianę przez przypadki, liczbę i bardzo mocno odczuwalną zgodność między zaimkiem, czasownikiem i przymiotnikiem. Z tego powodu nie da się zwykle podstawić jednego słowa i uznać sprawy za zamkniętą.
W praktyce spotkasz kilka rozwiązań:
- konstrukcje neutralne - na przykład z użyciem słowa osoba, gdy nie chcesz narzucać płci;
- formy mnogie - używane wtedy, gdy kontekst naprawdę jest zbiorowy albo gdy dana osoba właśnie tak chce być opisywana;
- rodzaj neutralny - wybierany przez część osób niebinarnych, ale niebędący uniwersalnym standardem dla wszystkich;
- omijanie zaimków - przez powtórzenie imienia lub przerobienie zdania tak, by zaimek nie był potrzebny.
Najważniejsze jest to, że żadna z tych metod nie działa zawsze. W tekstach edukacyjnych, tłumaczeniowych i publicznych lepiej przyjąć prostą zasadę: najpierw znaczenie, potem naturalność, a dopiero na końcu dosłowność. To szczególnie ważne, kiedy tłumaczysz nie tylko gramatykę, ale też realne użycie zaimków w komunikacji. Z tego powodu warto znać typowe pułapki.
Najczęstsze błędy przy tłumaczeniu tych zaimków
Właśnie na tym etapie najłatwiej o skrót myślowy, który psuje sens całego zdania. Ja najczęściej widzę pięć powtarzających się problemów:
- Traktowanie them jak zawsze = ich - to zbyt proste, bo w zależności od kontekstu może chodzić o nich, nimi, im albo je.
- Mylenie funkcji gramatycznej - they i them nie są wymienne, tak samo jak w parach he/him czy she/her.
- Sztywne tłumaczenie słowo w słowo - polskie zdanie często trzeba przebudować, żeby brzmiało naturalnie.
- Wymuszanie liczby mnogiej przy jednej osobie - to czasem działa, ale nie zawsze i nie w każdym stylu.
- Zgadywanie formy z wyglądu - to błąd językowy i komunikacyjny jednocześnie.
Dobry test jest prosty: jeśli po przełożeniu zdanie brzmi dziwnie, ciężko albo nienaturalnie, problem zwykle nie leży w samym zaimku, tylko w całej konstrukcji. Czasem wystarczy zamienić zaimek na rzeczownik, a czasem trzeba przerobić całe zdanie. To prowadzi do jeszcze ważniejszej kwestii - jak mówić o osobach, które rzeczywiście używają tych form.
Jak mówić o osobach, które używają tych form
Jeśli ktoś podaje swoje zaimki, najlepiej po prostu ich używać. To brzmi banalnie, ale w praktyce oszczędza mnóstwo nieporozumień. W polszczyźnie warto przy tym pamiętać, że osoba używająca they/them po angielsku nie zawsze oczekuje identycznego rozwiązania po polsku. Jedni wybierają formy neutralne, inni wolą tradycyjne konstrukcje, jeszcze inni proszą o omijanie zaimków i używanie imienia.
Ja stosuję tu trzy proste zasady:
- Pytam raz i zapisuję odpowiedź. Nie zgaduję, nie poprawiam i nie sprawdzam „po wyglądzie”.
- Trzymam się jednej formy konsekwentnie. Mieszanie rodzajów w jednym tekście wygląda chaotycznie i bywa odbierane jako brak uważności.
- W tekstach edukacyjnych stawiam na czytelność. Jeśli neutralna forma zaczyna utrudniać zrozumienie, wolę prostszą konstrukcję z rzeczownikiem albo imieniem.
To szczególnie istotne w nauczaniu języka angielskiego. Uczeń powinien najpierw zrozumieć różnicę między zaimkiem podmiotowym i dopełnieniowym, a dopiero potem zobaczyć, że po polsku ten sam sens da się wyrazić na kilka sposobów. Dzięki temu gramatyka nie zamienia się w sztywną tabelkę, tylko w narzędzie do mówienia o ludziach tak, jak sami tego chcą. Na koniec zostaje już tylko jedna, bardzo praktyczna rzecz do zapamiętania.
Co zostaje w pamięci po tej różnicy
Najkrócej: they mówi, kto wykonuje czynność, a them wskazuje osobę albo grupę, na którą ta czynność wpływa. W polskim nie ma jednego magicznego odpowiednika, więc tłumaczenie zawsze zależy od kontekstu, przypadku i tego, czy mówimy o jednej osobie, czy o wielu. Jeśli dosłowna wersja brzmi nienaturalnie, to zwykle znak, że trzeba zmienić konstrukcję, a nie siłować się z jednym słowem.
Najlepsza reguła praktyczna jest więc prosta: najpierw rozpoznaj funkcję zaimka w angielskim, potem wybierz po polsku formę, która zachowuje sens i brzmi naturalnie. W przypadku osób, które używają tych zaimków w odniesieniu do siebie, najważniejsza jest jeszcze jedna rzecz: respektuj ich wybór, nawet jeśli po polsku wymaga to innego rozwiązania niż w angielskim. To właśnie wtedy gramatyka zaczyna działać nie tylko poprawnie, ale też po ludzku.